
|
"Pani Zemsta" - zapraszam do dyskusji
Plarza - 28 mar 2006, o 21:01
Dziś w DKF film.... niezwykły. Nie odobał mi się. A rzynajmniej nie wszystko. Lubię móc zawrzeć sens dzieła w jedenym zdaniu - o czym. Tu jakoś jeszcze nie otrafię sobie tego owiedzieć. W jednym filmie co kawałek był inny film. Nie bardzo mi się łączyły. Oowieść o młodej, ładnej kobiecie, ktora obmyśla rzez 13 lat zemstę... Te złe myśli ją chyba zatruły. Podobno to film o milosierdziu. Nie wiem, nie jestem rzekonana.
dorohna - 28 mar 2006, o 21:07
z chęcią zemsty to chyba już tak jest, że ostatecznie dominuje nasze życie i regularnie je zatruwa.. dlatego źle jest żywić wobec kogoś chęć zemsty.. ale na filmie nie byłam. nie wiedziałam, nie miałam czasu.. zbieram się w sobie, żeby wreszcie nadgonić ze wszystkim i wreszcie zaserwować sobie trochę dobrej rozrywki typu kino czy teatr.. ale od kilku tygodni gonię ze wszystkim i w sumie wyrabiam się na styk, często zarywając część nocy.. no za krótka doba.. wracajac, ja dla odmiany lubię filmy, które są trudne w jednoznacznym sklasyfikowaniu. wtedy taki film zostaje we mnie na dłużej i na ewno więcej nad nim myślę, bo staram się zrozumieć żałuję, że nie wiedziałam i nie oszłam.. może nawet bym się rzełamała i zaczęła dyskutować
Plarza - 28 mar 2006, o 21:13
Nie trzeba chodzic dużo. Nawet, jak się wybierzesz raz w miesiącu - to już będzie coś. jednak zupełnie inaczej się odbiera film. Ten dzisiejszy w TV? Po arunastu minutach odeszłabym. W kinie jednak się ogląda. I zastanawia. Nie wiem, czy ten film jest niejednoznaczny... Bo ja takowe też lubię. Dla mnie jest niejasny w intencjach. Trochę ma niekonsekwencji /np. relacja z olicjantem/. Nie chcę, by zostal zbyt długo w amięci. Choć niektore sceny trudno będzie zapomnieć.
dorohna - 29 mar 2006, o 15:41
Ciężko mi jednak mówić o filmie, którego nie widziałam mimo, że zdarzało mi się improwizować na rzykład na temat nieprzeczytanej lektury z całkiem niezłym skutkiem no ale kto nie był w szkole średniej i kogo nie zmuszano by czytał "chlopów" Reymonta ozdrawiam i mam nadzieję, że następnym razem będę mogła odyskutować o filmie
Plarza - 29 mar 2006, o 18:44
Trzymm Cie za słowo. Może wuyrwiesz sie na "Gejszę"...
dorohna - 29 mar 2006, o 19:38
jeśli jeszcze w rzyszłym tygodniu będą grać, to ewnie się wybiorę, bom ciekawa tego filmu jutro niestety sie już nie załapię. cały dzień w szkole
Plarza - 30 mar 2006, o 07:15
To jest odpowiedź dla Hrabiego. Ale innych też zapraszam do rozmowy. Częściowo się zgadzam. Ale karmienie się zemstą rzez tyle lat zostawia ślad. Ponadto - jakoś nie jestem rzekonana do "odrodzenia" się oszkodowanych rodzin. Do tego, że wreszcie odzyskają spokój. Narażenie ich na tak silne rzezycie także zostawia ślady. Chyba Geum-Ja / albo reżyserowi/ nie o to tylko chodziło. Pamietaj, że Geum-Ja zabiła w więzieniu. I to jak! Perfidnie, obserwując owolną śmierć i straszliwe cierpienia współwięźniarki. Czy to był trening, czy jej natura?
Sylwia - 30 mar 2006, o 10:09
Dołączam się do dyskusji.
Film był rzeczywiście iękny, jeśli chodzi o zdjęcia. Jeśli zaś chodzi o treść... Nie dostrzegłam miłosierdzia w Geum-Ja. Nie jest owiedziane dlaczego stała się wspólniczką Baeka, ale jednak była nią. Jej milczenie rzyczyniło się otem do śmierci kolejnych dzieci (czy rzeczywiście nie było sposobu na uratowanie dziecka Geum-Ja? Być może zresztą ona sama nie omyślała o tym sposobie. Niemniej jednak obarczenie winą olicjanta za śmierć kolejnych dzieci było zrzuceniem z siebie odpowiedzialności i surowym aktem obarczenia nią drugiego człowieka - czyniąc to stworzyła współuczestnika w lanie, w którym głównym unktem była śmierć Baeka).
Pokazanie rodzicom filmów z ich cierpiącymi dziećmi było dla mnie aktem okrucieństwa. Zmuszenie do odjęcia decyzji natychmiast o serwowaniu tych wstrząsających ujęć - odłe. Zmuszanie tych, którzy nie byli rzekonani do zabójstwa - .... Ujrzałam w Geum-Ja kobietę, która rozmyślnie wykorzystuje innych do realizacji własnych celów. Jej uczynność w więzieniu była tylko maską - za nią krył się misterny i okrutny w swych założeniach lan. Niemal każda osoba, której Geum-Ja omogła, okazała się otem częścią owego misternego lanu, była niezbędną częścią układanki. Rodzice zaś stali się narzędziem zbrodni w rękach Geum-Ja. Dla mnie nie było to ofiarne darowanie nowego życia. Myślę, że nikt, kto dokonał tak okrutnej zbrodni, nie czuje się otem oczyszczony. Twarze tych ludzi nie wyrażały ulgi. Był na nich strach i udręka. Zdjęcie miało już do końca ich dni stanowić dowód ich zbrodni, świadczyć rzeciwko nim. A rzecież - jak któryś z rodziców nawet sam owiedział - śmierć nauczyciela nie zwróci życia ich dzieciom. Moim zdaniem nie rzysłużyła się również ich rodzicom. Tym aktem zrównali się z tym, kogo zamrodowali, kogo otępiali i nienawidzili - stali się modercami. To było wygodne ze strony Geum-Ja. Była zbrodniarką, jej miłosierdzie było ozorne.
Plarza - 30 mar 2006, o 10:19
Zgadzam sie z Tobą. To zdjęcie to dodatkowy argument rzeciw Geum-Ja. Niby zabezpieczenie.... Jeśli sprawa słuszna, to o co? A nawet jesli uprzeć sie rzy szukaniu tam aktu miłosierdzia, to oczyszczenie rzez zbrodnie? I to tak okrutną... Geum-Ja była sama w stanie zabić. Pokazała to w więzieniu. Sylwia, intryguje mnie jeszcze jedno. Jak sądzisz - kto był narratorem? Nie otrafię sobie na to odpowiedzieć, bo wciąż mi coś nie asuje.
[ Dodano: 2006-03-30, 12:20 ] Zapomnialam - bardzo mi było żal owej fryzjerki. Okrutnie została otraktowana. Jak narzędzie, ale takie nic nie warte.
Sylwia - 30 mar 2006, o 10:34
Bardzo wiele osób zostało otraktowanych okrutnie...
Co do narratora - a wiesz, że nawet się nad tym nie zastanawiałam? Tak byłam skupiona na filmie, że narracja stała się ledwie widocznym dodatkiem do obrazu... A co Ci nie asuje? Może coś mi się wygrzebie z odświadomości
Plarza - 30 mar 2006, o 10:42
Rozmawialam o tym filmie z kilkoma osobami. I jedna z nich stwierdzila, że narratorem była córka Geum-Ja. To by tłumaczylo, dlaczego nie mowi -mama, matka. Uzywa imienia, które jej odpowiedziała sama geum-Ja, że o koreańsku oznacza matkę. Ale rzecież opowida to chyba nie kilkuletnia dziewczynka, bo nie mogla wiedzieć o wielu rzeczach, jak na rzyklad rzebieg ukarania Baeka. A jeśli to wiedziała... W gruncie rzeczy, nie wiemy, kim była Geum-Ja, zanim ja oznalismy i co się z nia działo otem. Może jej opowiedziała kiedyś. Ale chciałabym to wiedziec, bo ta wiedza należy do konstrukcji logicznej dzieła sztuki. Ja nie mam omysłu. I nie wiem wobec tego, o co użyto narratora.
Sylwia - 30 mar 2006, o 10:47
Hmmm... a może opowiada o tym wszystkim sama Geum-Ja, oddzielając siebie obecną od siebie tamtej? Może scena z tofu miała zasygnalizować zmiany w życiu Geum-Ja?
[ Dodano: 2006-03-30, 12:55 ] P.S. Dla wszystkich, którym spdobała się ścieżka dźwiękowa do filmu - na stronie głównej filmu www.lady-vengeance.com do obrania cały soundtrack
Plarza - 30 mar 2006, o 11:05
Nie wiem, ale nie bardzo jestem rzekonana do kolejnej zmiany tej kobiety. No, może istotnie ta scena z tofu, ta ostatnia... Bo ta ierwsza może znaczyła - "jeszcze nie czas, jeszcze nie wyszłam na wolnośc".
Sylwia - 30 mar 2006, o 11:13
Chyba każdy może się zmienić. Tutaj istotna też chyba była Jenny i jej niewinność... No i symboliczne rzebaczenie tego małego chłopca, ierwszej ofiary Baeka... Niekiedy trzeba spaść na samo dno, by oczuć ragnienie, aby wspiąć się do góry i zobaczyć słońce.
Plarza - 30 mar 2006, o 11:31
Powiem Ci, że i tak nie jestem do końca zadowolona, że obejrzałam ten film. No, chyba, że dla sekwencji z rodzicami Jenny. To temat na osobny film!
hrabia - 30 mar 2006, o 20:27
Nie wiem, ale nie bardzo jestem rzekonana do kolejnej zmiany tej kobiety. No, może istotnie ta scena z tofu, ta ostatnia... Bo ta ierwsza może znaczyła - "jeszcze nie czas, jeszcze nie wyszłam na wolnośc".
Plarza - 30 mar 2006, o 20:38
Oczyszczanie rzez zabijanie? To nie dla mnie. A jak interpretujesz zabicie tej współwiężniarki?
hrabia - 30 mar 2006, o 21:03
Jeśli otraktować akt zabójstwa "Wiedźmy" jako czysty, wysublimowany z kontekstu fakt, to ostać naszej bohaterki wydawałaby się dość jednoznaczna - anioł śmierci ozbawiony uczuć. Dla mnie to nie zabójstwo jest ważne. Istotne jest to, że Geum-Ja omaga rześladowanym, bitym i oniżanym kobietom. Najważniejszy jest motyw tego uczynku. Czy reżyser okazuje choćby cień nadziei, że można ten roblem rozwiązać w jakikolwiek inny sposób? Nie. Zresztą cała ta sekwencja to jakby film w filmie; miniatura tego samego roblemu który rzenika całe dzieło. Zło kreuje zło.
Plarza - 30 mar 2006, o 21:07
I o to mi szło. Bo Wiedźma geum-ja nie nęka. I nie zgadzam się, że to film w filmie, nieco odrębny. Cała ta sytuacja w celi ma wpływ na to, co otem robi Geum-Ja. Bo wdzięczne współtowarzyszki omagają na wolności niemal bez wahania.
hrabia - 30 mar 2006, o 21:23
Tak czy owak wciąż nie dotykamy istoty rzeczy; miała rawo zabijać czy nie? otępiamy, czy aby jednak nie ostapilbyśmy tak sami? Zemsta jako substytut sprawiedliwości jest nam obca kulturowo. A nasze archetypy? Prymarny, czyli nieuświadamiany oziom kultury? Śmiem twierdzić, że to jest sedno sprawy. I wyrażam taki oto ogląd: otwarcie czy też owiedzmy, świadomie zemstę otępiamy, ale tam w głębi...
Plarza - 31 mar 2006, o 07:49
No, i chyba doszliśmy do tego sedna.Chociaz w naszej części świata np. u Włochów zemsta jest rzecz święta. Wracając zaś do filmu, jako dzieła sztuki - twórca, umieścił to zagadnienie między Wschodem a Zachodem/muzyka, ostacie rzybranych rodziców Jenny, ewne sygnały estetyczne/.
Sylwia - 31 mar 2006, o 11:04
Sylwio i Plarzo!!! Czytając wasze bezwzględnie iętnujące opinie tyczące Geum-Ja mam wrażenie, że uczucie zwane empatią jest wam absolutnie obce. Czy była ona tak absolutnym wcieleniem zła? Zbrodniarką okrutną? Jej tragedia na ewno nie ma tu nic do rzeczy?
Plarza - 31 mar 2006, o 12:39
Sylwia, uważam, że sa zabiła. Bo jesli rzyjmujemy zasady dramaturgii filmowej za zasady świata rzedstawionegi, to siak owinien sie ojawić, choćby w rzekazie werbalnym. A on zniknął. Konkluzja oczywista. A swoją drogą - iękne zestawienie. Matka tyle rzeżywa, by uchronić swoje dziecko - a u kogo ono jest! Ironia losu.
Sylwia - 31 mar 2006, o 12:51
Tak mi się wydawało, że już o iesku, ale chyba moje niedowierzanie zablokowało ostatecznie oczucie ewności
Plarza - 31 mar 2006, o 13:41
Ciekawe, co owiedziala Jenny. Szkoda, że reżyser nam tego nie okazał. Bo wyglądało, jakby ies był dla niej...
Sylwia - 31 mar 2006, o 20:03
Przypomniało mi się w trakcie robienia obiadu, że narratorka w ewnym momencie wypowiedziała ewne zdanie, w którym Jenny również była w 3 osobie. To była scena, w której Jenny ukazał się ten mały zamordowany rzez Baeka chłopczyk. Gdyby Geum-Ja wiedziała, że W... (nie amiętam imienia) ukazał się jej córce Jenny, byłaby bardzo nieszczęśliwa.
Może więc to był o rostu narrator wszystkowiedzący?
Plarza - 31 mar 2006, o 21:35
Faktycznie. Ale nie wiem, o co byl w ogóle. I dlaczego na koniec nam woiedzial, że w gruncie rzeczy lubił tę kobietę.
Sylwia - 1 kwi 2006, o 08:44
Przydałoby się obejrzeć raz jeszcze...
Generalnie wydaje mi się, że można odczytać intencje reżysera - zło tkwi w każdym z nas, nie każdy z nas jednak znajdzie się w sytuacji, która w ełni je w nas odsłoni. Dla Geum-Ja zemsta była drogą okuty - dokonanie sprawiedliwości oprzez zamordowanie Baeka miało rzynieść ulgę i oczyszczenie. Nie ma co liczyć na sprawiedliwość w sądzie, trzeba wymierzać ją samemu... Mimo wszystko mnie to do końca nie rzekonuje. Można owiedzieć, że nikt mi nie orwał dziecka, nie wsadził na 13 lat do więzienia, więc cóż mogę o tym wiedzieć. Chęć zemsty nie jest chyba jednak rzypisana tylko tego typu tragediom, możemy ją odczuwać na co dzień, w odniesieniu do spraw na ozór bardziej błahych. To, jak sobie z tym radzimy chyba jednak w jakiś sposób świadczy o nas...
Sam film - bardzo na lus. Połączenie niejednoznacznych kwestii moralnych we w miarę sprawnym scenariuszu, z ięknymi zdjęciami i ełną oezji i iękna muzyką... - trudno będzie to zapomnieć.
Teraz czekamy na "Pana Zemstę". Ma się ojawić w kinach w kwietniu. Szkoda, że w takiej rozbitej chronologii to oglądamy, ale ważne, że w ogóle
hrabia - 1 kwi 2006, o 10:43
Pięknie Sylwio, ięknie. Znakomite odsumowanie. Jeżeli chodzi o narratorkę, to faktycznie takie zdanie adło, zatem narrator jest "wszechwiedzący". Zaliczyłbym to na minus tego filmu. Podobnie jak niekonsekwencja w relacjach Policjant i główna rotagonistka. Pokazano wyraźnie, że facet wiedział, że Geum-Ja nie jest sprawczynią. A jednak otem z jej ust zdanie oskarżające olicję, że wskazała niewłaściwego sprawcę. A on rowokuąc lub też ozwalając na ostateczną rozprawę z mordercą, stara się odkupić swoją winę. Z drugiej strony, co teraz wpadło mi do głowy, Policjant widząc determinację Geum-Ja odczas składania zeznań, odjął tę grę i nie sprzeciwił się jej finałowi. Jednak wygląda na to, że to rzyzwoity czlowiek, zatem dlaczego rzez 13 lat nie kiwnął alcem? Nie odjął tropu. On też jest złem. Popełnia grzech lenistwa i zaniechania. Stąd i on ostatecznie otrzebuje odkupienia win. Film jest wielowarstwowy i nie do końca jednoznaczny. Z czasem nabiera wartości jak dobre wino. Sylwio, w kwestii Geum-Ja. Nie twierdzę, że ona była miłosierna lecz jej ostatni uczynek był aktem młlosierdzia wobec rodzin. To różnica. I jeszcze jedno. Zdecydowanie rzesadzasz czyniąc zarzut z zabójsta oprycha. Na Boga. Broniła życia swego i córki!!! No chyba, że spojrzymy na to z ozycji ortodoksyjno -chrześcijańskich. Wtedy OK. Powinna się była dać zabić.
Alicja K. - 1 kwi 2006, o 11:19
Hm. Jestem fanką formy. Upajam się takimi obrazami, jak Pani Zemsta. To rzewrotne kadrowanie, łamanie zasad złotego środka w kadrze, dziwaczne erspektywy, itp. Wizualne ciasteczko o rostu. Ale czy w tym ostmodernistycznym ciasteczku jest równie wyrafinowane nadzienie? Oj, chyba daliście się zwieść obrazkom...To do Sylwii i Hrabiego
Sylwia - 1 kwi 2006, o 11:23
Hrabio, ale czy to rzeczywiście był akt miłosierdzia? Oczywiście każdy o opełnieniu zbrodni mógł się z tym czuć inaczej - zakładając jednak, że mieliśmy do czynienia z ludźmi rawymi, trudno nie rzypuszczać, że amięć o tej zbrodni mogła się dla nich óźniej stać udręką. Decyzja o morderstwie była impulsywna - być może wcześniej każdy z tych rodziców życzył śmierci mordercy ich dziecka, niemniej jednak czy rzeczywiście każdy z nich byłby w stanie w innych warunkach tej zbrodni dokonać? W tamtej chwili działały na nich różne czynniki: - silne emocje, - rzymus odjęcia natychmiastowej decyzji, - resja grupy, - rzynależność do grupy (swego rodzaju oczucie solidarności) - autorytet władzy (obecność olicjanta, który gwarantował bezkarność wobec rawa) Po ewnym czasie, kiedy każda ara rozeszła się do swoich domów - czy ich życie stało się lepsze? łatwiejsze? Na czym właściwie olegał ten akt miłosierdzia?
Co do zabójstwa oprycha - OK, w sytuacji zagrożenia życia ludzie rzede wszystkim ratują swoje życie. Swoje czy swoich bliskich. I są w stanie, czyniąc to, zdobyć się na wszystko. Nie mogę tego jednoznacznie otępić - daleko mi do ortodoksji. Był to jednak moment, w którym Geum-Ja okazała swe oblicze - amiętacie jej twarz? Zimna, bez cienia uczuć. Krok ewny i szybki - i strzał z bliska. Wszystko takie zimne i ozbawione emocji...
Plarza - 1 kwi 2006, o 11:24
Zgadzam się z Alicją. W dodatku te miny Geum-Ja sugerujace...No, własnie, nie bardzo wiadomo, co tak do końca. Nie jestem rzekonana, że ten film nabierze więcej smaku, niż go ma obecnie.
Sylwia - 1 kwi 2006, o 11:24
Alicja, co masz na myśli? że film był bez treści? że nie ma w sobie tylu wieloznaczności, o jakie go osądzamy?
hrabia - 1 kwi 2006, o 11:29
Alicjo, Obejrzeliśmy kolejne wcielenie Rambo w nowej oprawce? I zbytnio rzejęliśmy się wyssanymi z alca reżysera opowieściami. Takie rzeczy się nie dzieją naprawdę. To chcesz owiedzieć?
Alicja K. - 1 kwi 2006, o 11:50
Być może film miał głęboką treść, a moje zdolności ercepcyjne są za ubogie, by je odczytać. Po rostu nie odnajduję w tej lątaninie głębszego sensu, a tym bardziej odkrywczych wniosków. Co zresztą odzwierciedlają wasze wnioski - bez urazy. Czego nauczył was ten film? Co nowego o ludzkiej naturze owiedział? Hrabia: ta ironia niepotrzebna i zupełnie nietrafiona.
Sylwia - 1 kwi 2006, o 12:01
Alicja, rawdę mówiąc, nie nauczył niczego. Nie o to chyba li i wyłącznie w filmach chodzi - żeby okazywać nowe, odkrywcze myśli. Można wiedzieć tyle o naturze ludzkiej, że niewiele filmów, książek, rzedstawień teatralnych może cokolwiek do tej wiedzy dodać. Ale chyba nie tylko w tym rzecz?
Alicja K. - 1 kwi 2006, o 12:16
No więc skoro nie jest to film formy, ani film o naturze ludzkiej, to o czym?
Sylwia - 1 kwi 2006, o 12:29
To jest film mówiący naturze ludzkiej. Napisałam - odpowiadając na Twoje ytanie - że mnie niczego nie nauczył. Co jeszcze nie oznacza, że nie może być retekstem do dyskusji. Sama mogłaś zauważyć, że wszyscy ocenili ostępowanie Geum-Ja tak samo i jednoznacznie.
Alicja K. - 1 kwi 2006, o 12:53
Szczerze mówiąc straciłam wątek. Będę się upierać; wartość Pani Zemsty tkwi wyłącznie w konstrukcji języka filmowego. W sposobie opowiadania historii, operowania obrazem, konstruowania symboliki. Treść czy też motyw (zemsty, miłosierdzia) jest tu łaszczyzną odrzędną. I tylko na tym oziomie ten film się broni. Forma jest oza tym niekompatybilna z treścią i jeśli uważacie, ze film mówi o sprawach ważnych, o człowieczeństwie, miłosierdziu, itd. to zastanawiające, że sceny z samosądu nie odbieracie w tym kontekście jako ewidentnego zgrzytu w złym guście. Cały film zreszta odszyty jest groteską i czarnym humorem. Komiksowy moralitet o zemście i odkupieniu? Kupujecie to?
Sylwia - 1 kwi 2006, o 13:21
Alicja - do czego właściwie zmierzasz? Bez względu na formę można się doszukiwać treści. Niekoniecznie na siłę. Dla Ciebie film broni się TYLKO na wspomnianej rzez Ciebie łaszczyźnie, co jeszcze nie oznacza, że wszyscy owinni zgodym chórem odzielać ten ogląd i jest on jedynie słuszny. Niech każdy czerpie z kina to, na co ma ochotę. Nie ma sensu tego wartościować - bo do czego dojdziemy? Film hybrydowy ma taką a nie inną konstrukcję. I nikt nie owiedział, że nie może mówić o niczym ważnym. Nikt też nie owiedział, że nie można niepoważnie mówić o sprawach oważnych. Nawet komiksy mogą rzekazywać istotne treści. Bo dlaczego nie właściwie?
hrabia - 1 kwi 2006, o 13:23
Nie zgadzam się. Sądzę, że jesteś rzekorna Alicjo K. Nie odoba Ci się moja ironia. A to zabawa formą, którą tak referujesz. Wszyscy analizują film, a Ty sprowadzasz go do obwoluty. To rzekomarzanie się. Proponuję - odaj bodaj jeden tytuł, który Twoim zdaniem wnosi odkrywcze wartości do naszego świata wiedzy.
A ropos miłosierdzia Sylwio. Bohaterka jest maszyną do zabijania. Nauczyła się tego rzez 13 lat. Nie doszukuj się w jej mimice słabości w chwilach gdy działa realizując swój lan. Przypomnam jednak ostatnią scenę z tofu. A milosierdzie? 13 lat czekała na chwilę gdy zniszczy swego krzywdziciela. Sądzę, że ostatecznie nie była w stanie tego uczynić z zimną krwią. Poszła zgłosić o jego ojmaniu olicjantowi. Pomysł ze zjazdem rodzin był moim zdaniem jego wkładem w makabryczne zakończenie. Albo inaczej; oddając wykonanie wyroku w ręce rodzin, zrzekła się swojej najwyższej, ielęgnowanej rzez 13 lat wartości -zemsty. Ofiarowała nowe życie cierpiącym rodzinom. Przynajmniej w swoim rzekonaniu. Przecież sama miała głeboką nadzieję, że gdy zemsta się dokona zostanie oczyszczona. Zresztą taki rzecież jest mechanizm zemsty jako takiej.
Alicja K. - 1 kwi 2006, o 15:52
Bez względu na formę można się doszukiwać treści. Niekoniecznie na siłę. Dla Ciebie film broni się TYLKO na wspomnianej rzez Ciebie łaszczyźnie, co jeszcze nie oznacza, że wszyscy owinni zgodym chórem odzielać ten ogląd i jest on jedynie słuszny. Niech każdy czerpie z kina to, na co ma ochotę. Nie ma sensu tego wartościować - bo do czego dojdziemy?
No więc Sylwio, doszukuj się treści nadal. Natomiast nie musisz ciągle nam rzpominać, że każdy ma swoje oglądy i rawo do ich wypowiadania, bo doskonale o tym wiemy i właśnie to robimy. Ja wypowiadam SWOJĄ opinię, która akurat jest odmienna od Twojej i będę to robić, natomiast nie oczekuję, że zmienisz zdanie. A wartościuję film, bo chyba o to chodzi w tej dyskusji.
[ Dodano: 2006-04-01, 18:49 ] Hrabio, lubię dobrą ironię. Zanalizowałam film i doszłam do wniosków, o kórych już isałam. Uważam, że Pani Zemsta to gra z konwencjami i to jest istotą tego filmu. Zero rzekory.
Pytałam co sądzicie o scenie samosądu odanej w żartobliwym tonie. Dla mnie to właśnie rzykład gry z konwencją. Taki niemal barokowy koncept. To samo dotyczy niespójnych wątków, niezidentyfikowanego narratora, itd. Może spróbujcie odczytać ten film rzez taki klucz. I tyle.
Sylwia - 1 kwi 2006, o 20:36
Nie twierdzę nigdy, że moja racja jest ostateczna - staram się zakładać, że mogę być w błędzie (chociaż w rzypadku osobistego i subiektywnego odbioru filmu o błędach mówić trudno) - i chętnie rzyglądam się Twojej interpretacji filmu. Czuję się jednak dziwnie stykając się z tonem Twoich wypowiedzi - być może to roblem Internetu - brak możliwości odczytania intencji rozmówcy w sposób ełny i jednoznaczny. Pisząc o bezsensie wartościowania miałam na myśli nie film a to, co każdy z nas w nim widzi i co bierze dla siebie. Poznanie ojawia się na styku dwóch światów - w tym rzypadku mojego i Twojego (załóżmy). Spotykając się z odmiennym oglądem mam możliwość rzyjrzenia się ewnym sprawom z innej strony, rzemyślenia ewnych kwestii onownie. I nie jest otrzebna do tego konfrontacja - można o tym sensownie orozmawiać bez ironizowania i wytykania co, kto i o co. Ej, trochę więcej luzu na wątku
hrabia - 1 kwi 2006, o 21:47
Widzę Sylwio, że celnie unktujesz
Alicjo K. Płaszczyzn interpretacji tego filmu ojawiło się co najmniej kilkanaście. Dla Ciebie są mało istotne? Dobrze. Twoje rawo. Osobiście zabawy z konwencją dostrzegam tu niewiele. Mówiłbym raczej o eklektyzmie. Próbie stworzenia nowej formy. Coś takiego udało się niejakiemu Tarantino. A czerpał z odobnych wzorców. Chociaż mniej finezyjnie.
Alicja K. - 2 kwi 2006, o 14:58
Nie uważam, że Pani Zemsta jest filmem złym. Wydaje mi się, że mówi o oczywistych rawdach natomiast w dość nieoczywisty i momentami niezręczny sposób. Nie odważam też waszych racji czy też ich braku w interpretacji filmu, ani nie komentuję refleksji, które snujecie, onieważ w ogóle nie uczestniczę w tym etapie rozważań. Dlaczego? Dlatego, że w ogóle oddaję w wątpliwość istnienie głębi merytoryki tego filmu. Jest to moim zdaniem głębia ozorna. Pani Zemsta, z czym się chyba choć raz ze mną zgodzicie, ma kompozycję otwartą, co oznacza że analizując ten film można stworzyć, jak zauważasz hrabio, kilkanaście oziomów interpretacji, rozwijać wątki, snuć domysły, odczytywać symbolikę i wciąż rozpoznawać nowe tropy. Po to też reżyser, wydaje mi się, zaeksperymentował z formą: żeby jeszcze bardziej skomplikować możliwości odczytu i stworzyć nowe konteksty (i uważam, zę rzedobrzył). Wy weszliście w ten roces, ja nie i nie hierachizuję tego ani nie oceniam, co nie wiedzieć czemu wciąż mi zarzucacie.
Hrabio: Zabawa z konwencją, a gra z konwencją to dwie różne rzeczy. Bawił się konwencją np. Woody Allen np.w Klątwie Skorpiona i było śmiesznie. Gra z konwencją natomiast to właśnie, m.in. eklektyczne zestawianie elementów i róba tworzenia nowej formy. To dużo oważniejsza historia, olegająca na rzetwarzaniu tworzywa filmowego. Ideałem jest, gdy owstaje z tego nowa jakość, a dzieje się tak wtedy, gdy materiał, na którym się operuje czyli historia filmowa zyskuje dzięki tej grze nowy wymiar. Natomiast najczęściej rzy całym spektakularnym efekcie wizualnym, treść nie nadąża za obrazem, a nawet gorzej: twórca tak bardzo stara stworzyć coś spektakularnego lub nowego, że rzesadza i wtedy mamy do czynienia z czymś, co ma miejsce w Pani Zemście: z rzedobrzeniem.
Sylwio: Nie rozumiemy się. Cokolwiek bym nie napisała, odbierasz to jako atak lub ironię. Masz rację, więcej luzu. I tolerancji. Czujesz się dziwnie stykając z tonem moich wypowiedzi, natomiast ja czuję się zniechęcona kształtem jaki rzybrała ta dyskusja w związku z czym się z niej wyłączam.
Sylwia - 2 kwi 2006, o 16:13
Hrabio - ja nie unktuję, tylko usiłuję dojść do orozumienia... Najwyraźniej czynię to nadzwyczaj nieudolnie, skoro Alicja nie ma już ochoty dyskutować dalej w naszym gronie.
Alicja - może jednak zmienisz zdanie? (odnośnie odstąpienia od dyskusji, nie filmu). Moje intencje, jak widać, też nie są najtrafniej odczytywane (to jednak duży minus rozmów w sieci). Przywróćmy tej dyskusji należyty wymiar, hmmm?
zanotowane.pldoc.pisz.plpdf.pisz.plantoni-kielce.htw.pl
zanotowane.pldoc.pisz.plpdf.pisz.plnie-szalona.htw.pl
|
|
|