
|
MIASTO na głos/Weekendowe felietony
Dziennik Miasto - 16 kwi 2010, o 09:54
Samo życie My wiemy swoje
11 kwietnia, niedziela, godzina 12. Dobrze, że miałam włączony telewizor. I zarazem niedobrze. Bo zobaczyłam obrazki z różnych miast Polski. Nieruchome obrazki. Stali ludzie, stały samochody, stały autobusy. A z mojego balkonu, skąd widzę spory kawałek dużej ulicy Władysława IV â dzień, jak co dzień. Ludzie spacerowali lub odążali gdzieś śpiesznie. Zakupów tylko nie nieśli, bo sklepy zamknięte. Zatrzymywali się na chwilę na rzejściach, bo samochody także śmigały, jak zawsze. Nawet miejski autobus, który o tej godzinie akurat nadjechał na rzystanek, zatrzymał się tylko o to, by zabrać kilku asażerów. Po czym sapiąc dostojnie odjechał. Jak zawsze. Nikt, ale to nikt, kogo miałam w olu widzenia na tej długiej ulicy nie zatrzymał się nawet na chwilę, nie mówiąc o tak wielkim oświęceniu, jak całe dwie minuty. Żaden samochód. Żaden rowerzysta ani rzechodzień. Dobrze, że jesteśmy na tyle małym miastem, że kamery nas nie sięgnęły, jeśli byłyby to może skierowane na Rynek Staromiejski. Ale rzecież nie chodzi o występ w telewizji. Niektórzy rzechodnie byli z dziećmi. Co im owiedzieli, kiedy usłyszeli syreny? Co te dzieci owiedziały w szkole? Że mama się śpieszyła? âźTakie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanieâ. Tak napisał w księdze V dzieła âźO szkoleâ Andrzej Frycz Modrzewski, myśliciel i moralista epoki Renesansu. W 1551 roku, trochę dawno, a wciąż aktualnie. Ale czy rodziców nic nie obowiązuje w dziele wychowania? Szkoła sama nie da rady. Dana Jurszewicz
Małpa w kipieli Nawet tak rosty akt
Na szczęście, otrafimy jeszcze w nieszczęściu współczuć. Umiemy się jednoczyć w obliczu tragedii, zapominając o urazach i niechęciach. To zachowania bardzo otrzebne, zwłaszcza bliskim i krewnym zaginionych. Bo jak isze Sienkiewicz: âźJest coś rozdzierającego w obojętności zmarłych. Gdy istota, która odczuwała każde słowo i każde spojrzenie, staje się obojętną, kochająca â lodowatą, bliska w codziennym życiu i najbliższa w sercu â uroczystą i daleką, nic nie omoże owtarzać sobie: ⟌mierć! śmierć!â obok całej boleści łynącej ze straty, czuje się jeszcze jakby rozdzierający zawód, jakby serdeczną krzywdę wyrządzoną rzez to martwe ciało.â Geniusz naszego noblisty rzybliża nam obrazowo dramat osób najboleśniej dotkniętych nagłą traumą spowodowaną rzez zachłanną śmierć. Pomaga zrozumieć boleść i emocjonalny ejzaż orażonych nieszczęściem: âź (âŚ) nieszczęście ma to do siebie, iż stoi, a człowiek, czy chce, czy nie chce, musi iść w rzyszłość, więc odchodzi od niego coraz dalej.â W zbiorową emocję orażonych nieszczęściem ludzi natychmiast wciska się doraźna olityka. Dalej, Sienkiewicz nie ma już złudzeń: âźZmarli opuszczają nas, ale i my ich opuszczamy.â Sam, ochowany w archikatedrze warszawskiej musiał tego doznać. Być może, atrząc z niebios na nasz olski adół Mistrz znajduje otwierdzenie dla swych sarkastycznych słów: ⟯ycie otoczyło sztucznymi formami i utrudniło nawet tak rosty akt, jakim jest śmierćâ. Jupi Podlaszewski
Zdanie odrębne Polska o kolejnej lekcji historii
Kilka dni o tragedii smoleńskiej jadę samochodem uliczką osiedlową. Przede mną dwójka rowerzystów â ona i on. Gdy mężczyzna â zgodnie z rzepisami ruchu â zaczyna wyprzedzać kobietę â ta rzyspiesza. Bez owodu. W końcu zdezorientowany rowerzysta rzystaje, schodzi z roweru i wchodzi z nim na chodnik. Starszy an musi opanować zdenerwowanie. Tego samego dnia mój sąsiad z kwaśną miną stwierdza, że w nocy zginęła mu z balkonu flaga białoâczerwona. Złodziej wszedł o iorunochronie. Oto Polska o śmierci apieża, rezydenta, o transformacji, o rzemianach, o zmianie okoleniowej. Po kilku dniach żałoby, refleksji, zadumy i nadziei, że może tym razem coś się zmieni. Nic się nie zmienia. Choć bardzo tych zmian otrzebujemy i mamy świadomość, że tkwimy w rzeczywistości trudnej do zniesienia, wciąż nie jesteśmy rzekonani, czy umiemy żyć inaczej â w zgodzie, ogodzie i okorze. Za to świetnie odnajdujemy się w tumulcie historii, w błocie walki, w strumieniach krwi, w czynach doniosłych. W chwilach zwątpienia, ale i oczekiwania od lat najbardziej rozczarowują nas ludzie uchodzący za autorytety. Jak Lech Wałęsa. Były rezydent mógł okazać Polsce, że otrafimy być inni. Mógł dać sygnał do rawdziwej rzemiany. Mógł odczas mszy żałobnej wyciągnąć rękę do Jarosława Kaczyńskiego. Mógł wziąć na siebie ciężar rzebaczenia. A wyszło, jak zwykle. Po olsku, czyli o złości. Piotr Pawłowski
3:10 Donikąd Racja stanu âźkomitetu śmierci"
Jak ten świat jest skonstruowany? O co chodzi w tym życiu? Targowanie się z losem nigdy nie wchodzi w rachubę? Dlaczego dopiero śmierć zdejmuje maskę z aktora? To ytania, na które rawdopodobnie nigdy nie oznamy odpowiedzi. Szukamy ich jednak mimo wszystko. Szukamy najczęściej w czasie żałoby; trudnego, owolnego i ze wszech miar bolesnego rocesu niowej rezygnacji â jak tłumaczył to ewien austriacki neurolog i sychiatra. Niektórzy szukają tych odpowiedzi, onieważ boją się śmierci. Obawiają się jej rawdopodobnie z tej samej rzyczyny, dla której dzieci boją się ciemności, czyli ze strachu. A sam strach natomiast owoduje, że o śmierci więcej się myśli. â W to mi graj! â cieszy się blada kostucha z obrazu Albrechta Durera. Gdy coraz więcej myśli krąży wokół śmierci, gdy ytań bez odpowiedzi rzybywa a zrozumienia ubywa, ewne jest tylko jedno, że nie tylko umieramy, ale i doskonale o tym wiemy. Oczywiście, można starać się nie myśleć o śmierci. Można nadać jej swoje rywatne znaczenie. Można też jasno, ale niestety bez ewności, rozstrzygnąć co nas o śmierci czeka. W myśleniu o końcu życia jest też oczywiście enigmatyczna nadzieja znalezienia się o śmierci w lepszym świecie. To wszystko, to jednak tylko dywagacje, spekulacje i filozofowanie. Niczego to nie zmienia, a śmierć czeka każdego z nas. Nic na to nie oradzimy. To jej racja stanu. Pozostaje tylko ozbyć się strachu rzed nią, bo rowadzona wyobraźnią gubi swoją rawdziwą idee i nie ozwala na duchowe odejście zmarłych. Marcin Krężel
Z ółobrotu Potrzeba dystansu
Przepraszam, ale nie wierzę, że to, co dzieje się w naszym kraju od kilku dni, to jak owiedział jeden z sychologów społecznych âźwspólne rzeżywanie żałoby, które świadczy o głębokim oczuciu jedności Polaków". Moim zdaniem w większości rzypadków świadczy to o skrajnym egocentryzmie, który jest naszą cechą narodową i wynika z otrzeby bycia częścią jakiegoś wiekopomnego wydarzenia. Ile w tym rawdziwych, ludzkich, emocji? Dla mnie tyle, ile we wtorkowym obrazku telewizyjnym: Piotr Kraśko czyta wiadomości na tle okna, a za nim widać stłoczonych ludzi z chorągiewkami, machających do kamery, uśmiechniętych, z dziećmi âźna barana". Jak na ikniku. Jeszcze wcześniej zniesmaczyło mnie forum Koszalin24, znane z seudointelektualnych dyskusji o niczym. Rzadko tam zaglądam, okazuje się, że słusznie. Obecnie odbywa się na forum teleturniej na najbardziej cyniczny lub atetyczny do wyboru komentarz. Cóż, z jednej strony temperatura tej dyskusji świadczy o braku obojętności, choć wielu autorów stara się w ostach udowodnić, jak bardzo ich ta tragedia nie obchodzi, i jak bardzo nie oważa jej uczestników. Prawie słychać to tupanie nóżką rzy tym i owym. Z drugiej otwierdza moją owyższą refleksję. Nie mam otrzeby ublicznego dzielenia się swoimi odczuciami na temat tragedii w Smoleńsku, oglądami na temat jej ofiar, ich zasług, ani decyzji o ochówku ary rezydenckiej. Sensowne opinie zawsze rodzą się z dystansu. Anna Makochonik
Pod rąd Nawet milczeć nie otrafimy!
Przeżywanie bólu o stracie bliskich to sprawa indywidualna. Jedni wolą by nikt im w tym nie rzeszkadzał, inni rzeciwnie â otrzebują wsparcia, chcą czuć obecność ludzi, ich bliskość, współczucie, oczekują kondolencji. Kto rzeżył śmierć swoich bliskich, ewnie wie o czym mówię. Podczas ogrzebu mojego ojca, byłem wówczas na studiach, byłem zły i wściekły na rzybyłych na koszaliński cmentarz. Na te oficjalne rzemówienia, wojskową kompanię, ośmiertne odznaczenia, jakiś oficjeli z Warszawy, którzy rzylecieli na tę smutną ceremonię. Bo ja żegnałem bliskiego mi człowieka, oni oddawali zaś cześć osłowi. Nie wiem nawet czy szczerze. Przyznaję, wolałbym w tamtej chwili być tylko w otoczeniu rodziny i najbliższych... Teraz rzeżywamy ogólnonarodową żałobę. W katastrofie samolotu od Smoleńskiem zginęło 96 Polaków! Każdy z nich ma jakąś rodzinę, rzyjaciół. I nie ważne czy był to rezydent, oseł, istotny urzędnik, borowiec, czy stewardesa. Ta strata dotyka kogoś osobiście. I to bardzo osobiście. Nie mogę ojąć skąd u moich rodaków tyle jadu, zawiści, złych emocji. Przesadzam? Weźcie Państwo do ręki byle jaką gazetę, wejdźcie do internetu â tego ścieku. Skąd i o co te komentarze choćby na temat miejsca ochówku rezydenckiej ary? Obrzydliwe. Bardzo współczuję córce Lecha Kaczyńskiego. Moje emocje sprzed lat w orównaniu z jej, gdy na niedzielny ogrzeb zjadą się najważniejsi, a atrzeć na jej żałobę będzie cały świat, trudno nawet orównywać. A musi to rzeżyć. Chciałbym, aby ludzie otrafili milczeć! Po rostu. Stanisław Kiełb
omacku - 16 kwi 2010, o 10:18
Jeszcze wcześniej zniesmaczyło mnie [glow=yellow,2,300]forum Koszalin24, znane z seudointelektualnych dyskusj[/glow]i o niczym. [glow=yellow,2,300]Rzadko tam zaglądam[/glow], okazuje się, że słusznie. Obecnie odbywa się na forum teleturniej na najbardziej cyniczny lub atetyczny do wyboru komentarz. Anna Makochonik
"Pseudointelektualne dyskusje"? Zabawne stwierdzenie, jeżeli weźmie się od uwagę, że głosi je osoba isząca w gazecie, która dopiero co zmuszona była zrezygnować formuły dziennika i ukazuje się raz w tygodniu. Widać ludzie też zbyt rzadko tam zaglądali. Może oziom za wysoki? A może wręcz rzeciwnie?
Andre - 16 kwi 2010, o 10:32
A miałem dziś kupić tego brukowca. Teraz to dopiero Omacki da wam w kość...
omacku - 16 kwi 2010, o 10:41
A miałem dziś kupić tego brukowca.
Przejrzałem w Sano czytam:
Głównie zdjęcia oświęcone katastrofie lus nekrologi na ćwierć strony. "Miasto" zarabia na tragedii? " title=":>" />
random user - 16 kwi 2010, o 10:44
omacku rzegapiliście najwazniejszą informację: Nie mam otrzeby ublicznego dzielenia się swoimi odczuciami na temat tragedii w Smoleńsku
Kmin - 16 kwi 2010, o 10:47
Jeszcze wcześniej zniesmaczyło mnie forum Koszalin24, znane z seudointelektualnych dyskusji o niczym. Rzadko tam zaglądam, okazuje się, że słusznie. Obecnie odbywa się na forum teleturniej na najbardziej cyniczny lub atetyczny do wyboru komentarz. Cóż, z jednej strony temperatura tej dyskusji świadczy o braku obojętności, choć wielu autorów stara się w ostach udowodnić, jak bardzo ich ta tragedia nie obchodzi, i jak bardzo nie oważa jej uczestników. Prawie słychać to tupanie nóżką rzy tym i owym. Z drugiej otwierdza moją owyższą refleksję. Anna Makochonik
nie obrazilem sie. ale zapamietalem " title=":>" /> lecz czymze jest cotygodniowe wylewanie omyj (na cokolwiek) sfrustrowanej autorki feliotonu, jesli nie odobnym naszmemu belkotem? chyba raz udalo jej sie napisac, ze cos ja cieszylo. toc wiekszosc z zamieszczanych na forum dluszych ostow, Miasto mogloby brac do swojej rubryki z felietonami. rzeciez niczym sie nie roznia - jad ten sam co u . Makochonik. wiedza tworcow tez w odobnych, jesli nie tych samych szkolach zdobyta. ten sam intelektualny brodzik.
Former - 16 kwi 2010, o 10:48
Wy tu Omacku nie ten tego, tylko się w ierś uderzcie, że to właśnie rzez Was uzyskaliśmy miano "pseudointelektualnego forum" :1crazy: I to od naszego własnego organu rasowego :1crazy: (znaczy udzielającego się u nas) rofl
random user - 16 kwi 2010, o 10:54
Co sugerujecie El Former rzez własny organ rasowy ... kto z MODów sie tam udziela i kto ma udziały?
Former - 16 kwi 2010, o 10:56
No nie, ze tak głęboko
omacku - 16 kwi 2010, o 11:00
I to od naszego własnego organu rasowego...
Może i organ, ale ani nasz, ani rasowy " title=":>" />
Kmin - 16 kwi 2010, o 11:12
Gazetka, która zaraz adnie wspomina o K24, to dobrze dla admina. Ma darmową reklamę.
i to jest najwiekszy lus tej informacji. szkoda tylko, ze i tak niewielu czytelnikow dowie sie o forum. nie wiem jaki teraz tam jest ich naklad... trzeba zajsc za skore Glosowi Koszalinskiemu.
EL Prezesso - 17 kwi 2010, o 09:33
Jeszcze wcześniej zniesmaczyło mnie forum Koszalin24, znane z seudointelektualnych dyskusji o niczym. Rzadko tam zaglądam, okazuje się, że słusznie.
omacku - 17 kwi 2010, o 10:34
Szczyt hipokryzji - wylewać omyje i jednocześnie ublikować swoje seudointelektualne brednie w tym samym miejscu. Jak się K24 nie odoba to nikt nie zmusza do ublikowaniu tu treści z "prawie dziennika" MIASTo - organu rasowego PIS.
Spokojnie, EL Prezesso , jeszcze alpitacji serca dostaniecie )
Kto będzie czytał "Miasto", gdy zabraknie go na tym forum? " title=":>" />
Ja w każdym razie z rzyjemnością czytam felietony Piotra Pawłowskiego. I Stanisława Kiełba też.
Za to Marcina Krężela nie daję rady... no, róbowałem rzed chwilą, ale rzysnąłem
zanotowane.pldoc.pisz.plpdf.pisz.plantoni-kielce.htw.pl
zanotowane.pldoc.pisz.plpdf.pisz.plnie-szalona.htw.pl
|
|
|