
|
Emigranci jak Wam się Żyje ?
J.G.Wiśniewski - 5 mar 2007, o 15:20
[img]http://wiadomosci.onet.l/_i/logo/pe.gif[/img]
[div align=\"center\"]Od targeciarza do kosmopolity[/div]
Jaka jest nowa emigracja? To odkładający każdy grosz - "target earners" czy "global cosmopolitans", dla których Wyspy to tylko jeden z rzystanków?
Badania statystyczne rysują następujący obrazek â typowy emigrant to mężczyzna, w wieku 25-35 lat, samotny. Ma wyższe wykształcenie, mieszka w Irlandii już onad dwa lata, a o owrocie do Polski wie tylko tyle, że nastąpi "kiedyś". Kiedy? Jeszcze nie czas, by zadawać sobie takie ytania.
Pracujący w sektorze IT 26-letni Dawid jest odręcznikowym rzykładem "nowego emigranta". Na swoim stanowisku racuje już onad rok i choć narzeka od czasu do czasu, że raca go nudzi, nie zamierza wracać do kraju, omimo wciąż dużego zapotrzebowania na specjalistów z jego branży. - Tu nie chodzi tylko o zarobki, ale o ewien klimat... â tłumaczy Dawid. - Dopóki w Polsce ewne rzeczy się nie zmienią, nie widzę tam dla siebie miejsca. Ponadto wciąż brakuje tam wyzwań dla specjalistów â ostrzega nas się jak kraj, gdzie robi się tanio, a nie dobrze... Za to kilka miesięcy temu złożyłem odanie o wizę do Australii. Zobaczymy...
Czym odkupić ten czas?
Dawid nie widzi roblemu w tym, by znaki zapytania nad jego głową jakiś czas ozostawały bez rozwiązania. Przyjechał do Irlandii sam, od oczątku racował w zawodzie, tutaj też oznał swoją obecną dziewczynę. Czas okaże.
Na znaki zapytania nie mogła się zgodzić Joanna Kałuża, 27-letnia managerka jednej z sieciowych restauracji. Przyjechała do Irlandii z narzeczonym niemal 2 lata temu, z konkretnym lanem: zostajemy tu 5 lat. - Tęsknię za Polską. Tam została cała moja rodzina i bardzo mi trudno być tak od nich daleko â opowiada Joanna. - Mamy zamiar odłożyć trochę ieniędzy na otwarcie własnej restauracji, ale też nie odmawiamy sobie tutaj wszystkiego. Odkładamy trochę oszczędności, założyliśmy sobie fundusz inwestycyjny, a mimo to staramy się żyć normalnie.
Joanna i jej chłopak regularnie odwiedzają rodziców w Polsce, choć urlop na ciepłej laży, o długiej i mokrej irlandzkiej zimie, był równie zasłużony. Na razie wszystko idzie zgodnie z lanem, choć ewnie to życie ostatecznie zweryfikuje, czy za 3 lata będą akować walizki o raz ostatni.
- Nie wiem, co musiałoby się zmienić, żebyśmy mieli zrezygnować z któregoś z naszych ostanowień. â rzyznaje Joanna. â Ale mam oczucie, że za te ieniądze nie odkupię tego czasu tutaj.
A wy drodzy emigranci z Koszalina ? Jak Wam się żyje? Czy obce ziemie godnie Was goszczą ? Myślicie o owrocie do kraju ? A może ktoś z Was ma dopiero w lanach wyjazd za granice ?
Gregor - 5 mar 2007, o 15:48
Jestem za granica juz onad 3 lata. Na oczatku bylo ciezko , bez znajomosci kraju , jezyka , rawa itp... Nikomu nie olecam. Teraz rowadzac wlasna firme stac mnie na utrzymanie 4 osobowej rodziny, szykuje sie do kupna domu - oczywiscie nie za gotowke (az tak dobrze nie jest ) Korzystam w elni z wszelkich mozliwych ulg i dodatkow socjalnych. Rodziny troche brakuje ,ale kilka razy w roku sie widzimy , nie rzadziej niz gdybym mieszkal w Krakowie czy Warszawie. Wiekszosc znajomych i tak siedzi glownie w UK. Moje ytanie Do czego mam wracac? Tu moge zapewnic dzieciom lepsze zycie niz sam mialem w Polsce. Poza tym sam mam nieporownywalnie wieksze szanse na samorealizacje zawodowa. Ciezko racuje , ale wiem chociaz za co. Dla orownania - w Koszalinie w 2004 roku 1500 ln, - bez umowy ! Wynajeta kawalerka za 500 ln , Male dziecko ,oplaty za studia wieczorowe i jeszcze znajomi mi zazdroscicli ze mam tyle kasy Koszmar, Zastanawiam sie komu w tym kraju owinno byc dobrze a komu jest ? Obywatelom ,ktorzy ciezko racuja na chleb? Czy moze bandzie oszolomow rzyrosnietych dupami do stolkow , ktorzy okradaja ludzi i marnotrawia ieniadze z odatkow , rzucajac jeszcze klody od nogi wszystkim ?! Nie moge juz nawet ogladac wiadomosci z Polski , bo mnie trzesie na widok tepych zawzietych mord naszych - ozal sie Boze- elit.
MeDaN - 5 mar 2007, o 20:09
Emigrant to nie to samo, co Gastarbeiter ( racownik na"wystepach goscinnych").
cynik9 - 6 mar 2007, o 19:53
Rafał Ziemkiewicz na swoim blogu oruszył niedawno wg mnie kluczowy roblem odnośnie emigracji. Twierdzi tam że oczątkowe rachuby wielu iż emigracja o owrocie będzie siłą napędową i odnowicielską stosunków w kraju rawdopodobnie należy -niestety- włożyć między bajki. Powód tego jest rosty - ci na których krajowi najbardziej owinno zależeć - o zaczepieniu się na zachodzie o rostu nie wrócą. Nie ze względów materialnych ale o rostu o otarciu się o struktury zachodnie owrót do skansenu nad Wisła może nie być atrakcyjny od wieloma innymi względami. Sentymenty i rodzina szali nie rzeważą. A owrócą w wiekszości jedynie zgorzkniali nieudacznicy , ze swoimi żalami i retensjami, o których trudno spodziewać się reformatorskiego impulsu.
Kto wie czy nie ma w tym sporo racji....
ozdr.
MeDaN - 6 mar 2007, o 20:27
Nie wroca z rostego owodu. Mit o wielkiej "salacie" na zachodzie jest jeszcze jedna z bajek o krainach mlekiem i miodem lynacych. Nie bedzie ich o rostu stac, by normalnie zyjac i racujac odlozyc tyle, by starczylo na beztroskie zycie w kraju. W innym rzypadku ozostaje tylko forma, o ktorej isalem - racownik "na wystepach goscinnych". Oszczedzac az do bolu rzez are lat i robowac za zaoszczedzone ieniadze rozkrecic cos w Polsce. Najwiekszy blad naszych ukochanych rodakow - zapominaja o relacji: zarobki w stosunku do miesiecznych wydatkow, ktore na miejscu trzeba oniesc (mieszkanie, utrzymanie, rad, telefon itd, itp). Wyplata, ktora kilkakrotnie rzewyzsza ta w Polsce, nie swiadczy jeszcze o niczym. Pamietajmy, ze np. czynsz za mieszkanie tez jest kilkakrotnie wyzszy!
cynik9 - 6 mar 2007, o 23:34
... robowac za zaoszczedzone ieniadze rozkrecic cos w Polsce.
Weźmy na rzykład to rozkręcanie. Załóżmy że gość odłożył jakiś kapitał, może miał jakąś firemkę, zobaczył jak to się robi, oznał interakcję z urzedami, itp. i w ewnym momencie chciałby rzenieść te doświadczenia do Polski. Ma jakiś kapitał startowy, zna język, lepiej rozumie ludzi - ok. Ciągle jednak nie widzę dominującego motywatora do takiego kroku - biurokracja wieksza, z założeniem firmy znacznie więcej zachodu, odatki zamiast dużo mniejsze dużo większe, wogóle atmosfera otaczajaca rzedsiębiorcę dużo mniej stymulująca niż na zachodzie, jeśli nie wroga. Perspektywy na szybszy rozwój firmy - może... zwłaszcza na rynku dewocjonaliów.
Ale jak jeszcze do tego żona ma racę na zach. i/lub dzieci są w szkole - w której rzynajmniej nie kwestionują Darwina - to o rostu nie widzę gościa akującego manatki aby użerać się z rodzimymi urzednikami.
PiotrekMmX - 6 mar 2007, o 23:40
Czesc wszystkim,
Chcialbym dorzucic swoje 3 grosze(centy;-) ). Mieszkam w Irlandii od roku - 14 marca mija rok. Od 29 marca racuje dla najwiekszego irlandzkiego racodawcy - Dunnes Stores. To siec onad 150 sklepow a'la Real. Na oczatku bylem sprzedawca - do 15stycznia tego roku. Od 15 stycznia jestem managerem dzialu meskiej odziezy w jednym z najwiekszych sklepow w tej firmie (w ierwszej iatce od wzgledem wielkosci i obrotow - 330osob racuje w tym sklepie - w swieta bylo 550osob...). Irlandia to byla dla mnie rzygoda - wyjazd nie dla ieniedzy a dla rzygody, zobaczyc jak tu jest, jacy ludzie, odszlifowac jezyk i tyle. Nie mialem zalozonych zadnych ram czasowych obytu w irlandii - miesiac, ol roku, rok czy dziesiec lat - nie mialem takich lanow. Nadal nie mam. Dlaczego? No to zacznijmy od oczatku. W czerwcu koncze 25lat. W Polsce mialem dobra robote jak na swoj wiek - nawet owiem inaczej BARDZO dobra - zarowno jesli chodzi o zarobki jak i stanowisko w firmie w ktorej racowalem - Bylem kierownikiem salonu firmowego jednego z operatorow. Fajnie ale...stres-za duzo nerwow,za duzo wkladalem z siebie a i tak nikt nigdy tego nie docenil. Negatywna motywacja w moim rzypadku nie dziala - nie motywuje mnie do dalszego dzialania. Ku zaskoczeniu wszystkich rzucilem ta robote i ostanowilem ojechac do Irlandii. W ciemno. Tydzien rzed wyjazdem dowiedzialem sie ze u kolegi ze studiow ktory w irlandii na ten czas siedzial juz onad 2lata zwalnia sie okoj i bedzie gdzie mieszkac. Spadlo to na mnie jak gwiazdka z nieba. To byl moj unkt zaczepienia. Udalo sie. Nie rzypadkiem! Tu akurat jest zupelnie inne odejscie racodawcy do racownika - znasz jezyk to masz szanse rozwoju. Nikt mnie nie gnebil, nie straszyl zwolnieniem z racy. Zupelnie inaczej-nie mam strachu o jutro. Jesli znasz jezyk(to jest warunek!) i CHCESZ racowac - ZAWSZE znajdziesz race. Na chwile obecna nie martwie sie co zrobie jesli stracilbym race managera. Dlaczego sie nie martwie ze moge stracic race-na ewno takie ytanie sie w Waszych glowach ojawi. Oto odpowiedz: Jestem sobie w stanie znalezc race w ciagu dnia,dwóch. Po rostu jesli chce to jestem w stanie zrobic wszystko. Lubie race z ludzmi, dobrze sie w tym czuje - tak samo jak w handlu:nie wazny jest rodukt jesli umiesz sprzedawac. Zyje sobie spokojnie, nie oszczedzam - trzymam sobie ewien oziom. Mam ochote na kino to ide do kina (nota bene tu bylem wiecej razy w kinie niz w Polsce rzez cale swoje zycie!), jem w knajpie bo na lunch do racy kanapek nie bede sobie robil, robie sobie co chce-bez zmartwien. Pracuje 42h tygodniowo(5dni) i ani godziny wiecej. Zarabiam na zlotowki onad 100tys zl rocznie ale to nie ieniadze mi szczescie tu daja. Ja do racy ide z rzyjemnoscia-NIE MAM STRESU! W takich warunkach moge racowac caly czas.
Zadalem sobie ostatnio ytanie czy zostac w Polsce-jak bylem w lutym na urlopie na 11dni. W sumie spedzilem w Polsce onad oltora miesiaca w ciagu ostatniego roku - tyle mialem juz urlopu... Teraz mam 5 tygodni jako manager - i to nie urlopu na zasadzie "sluchaj,bedziesz mial tydzien w sierpniu bo jest duzo klientow i nie mozesz jechac na urlop". Tu urlop Ci sie NALEZY - musisz ojechac i odpoczac bo oni zdaja sobie sprawe ze racownik wypoczety to zadowolony racownik i lepiej racuje. Zycie w Irlandii jest dla mnie raktycznie odpoczynkiem - tesknie za rodzina, rzyjaciolmi ale jak rzyjezdzam na urlop to juz znajomi z Koszalina sie smieja - To znowu Ty?? Ile ty masz tego urlopu?? Jestem w Koszalinie co 2-3miesiace. Poprzednie urlopy w Polsce zawsze konczylem z ulga ze wracam do Ie a tym ostatnim razem bylo inaczej. Mialem chwile wahania - dlaczego? Bo mi sie odobalo, swietnie spedzilem czas i bylo super. Tylko ze to byl urlop a co by bylo gdybym tam siedzial na stale - tak jak wczesniej? Nie wiem-na razie sie nie dowiem...
Nie chce wracac na stale do PL. Po co? Rodzinke mam na wyciagniecie reki - musze tylko kliknac kontakt w Skypie i juz sie slyszymy i widzimy. Fajnie jest. Podoba mi sie. Irlandczycy tez sa ok - bardzo wyrozumiali i neutralni w stosunku do obcokrajowcow.
Gdyby ktos mial jakies ytania to iszcie smialo - ostaram sie odpowiedziec. Pozdrawiam! Piotrek
Ps. W Kwietniu rzyjezdza do mnie kolezanka - ktora tez chce sprobowac zycia tutaj. Pomoge jej, dlaczego nie? Niech tez ma troche tego szczescia! Trzeba sie dzielic.
MeDaN - 7 mar 2007, o 09:14
.......Ciągle jednak nie widzę dominującego motywatora do takiego kroku ......
Nostalgia?
Ale jak jeszcze do tego żona ma racę na zach. i/lub dzieci są w szkole - w której rzynajmniej nie kwestionują Darwina - to o rostu nie widzę gościa akującego manatki aby użerać się z rodzimymi urzednikami.
Urzednicy sa wszedzie, takze za granica. Czesto sa duzo "lepsi" , jak ci wPolsce(mowie o wlasnym doswiadczeniu). Ale z sytuacja rodzinna masz w zupelnosci racje. Szczegolnie dzieci nie owinny byc lekkomyslnie wyrywane ze srodowiska, do ktorego rzywykly.
Nikt mnie nie gnebil, nie straszyl zwolnieniem z racy. Zupelnie inaczej-nie mam strachu o jutro. Jesli znasz jezyk(to jest warunek!) i CHCESZ racowac - ZAWSZE .znajdziesz race. Na chwile obecna nie martwie sie co zrobie jesli stracilbym race managera. Dlaczego sie nie martwie ze moge stracic race-na ewno takie ytanie sie w Waszych glowach ojawi. Oto odpowiedz: Jestem sobie w stanie znalezc race w ciagu dnia,dwóch.
To nie kwestia kraju, w ktorym zyjesz, raczej zakladu racy i racodawcy, dla ktorego racujesz. Prace mozesz znalezc "od reki" wszedzie, nie musisz o to jechac ekstra do Irlandii.
......Zyje sobie spokojnie, nie oszczedzam - trzymam sobie ewien oziom. Mam ochote na kino to ide do kina (nota bene tu bylem wiecej razy w kinie niz w Polsce.....
......W sumie spedzilem w Polsce onad oltora miesiaca w ciagu ostatniego roku - tyle mialem juz urlopu... Teraz mam 5 tygodni jako manager - i to nie urlopu na zasadzie "sluchaj,bedziesz mial......
......Zycie w Irlandii jest dla mnie raktycznie odpoczynkiem.......
......Nie chce wracac na stale do PL. Po co? Rodzinke mam na wyciagniecie reki.....
......Fajnie jest. Podoba mi sie. Irlandczycy tez sa ok - bardzo wyrozumiali i neutralni w stosunku do obcokrajowcow. . Drogi kolego, z calej twojej wypowiedzi rzebija euforia i mozna ja tlumaczyc jedynie tym, ze jestes tam tak cholernie krotko. Widze, ze nawet tak roste slowo, jak "manager" sprawia ci rozkosz. To wina tego, ze wszystko jest jeszcze takie nowe i inne. Ale nie rzejmuj sie, ten stan nie trwa dlugo i o jakims czasie zaczniesz dostrzegac i negatywy. Nie rzecze, ze wiele jest racji w tym, co iszesz. Bedac mlodym, co masz do stracenia? Warto sprobowac. Nie masz wlasnej rodziny, obowiazkow z tym zwiazanych i masz komfort sychiczny decydowania w kategorii "ja". Wszystko, co nowe, jest iekne. Po jakims czasie zycie, nawet w takim raju, jak Irlandia zaczyna byc monotonne. 42 godziny racy w tygodniu zbyt dlugie a urlop za krotki, czy wyplata zbyt "cienka". Wybacz mi moj sarkazm, ale ja zyje w "dobrobycie" rawie tak dlugo, jak ty na swiecie wogole. I swiat ogladam juz w calkiem normalnych kolorach. Ale znam to uczucie, bo sam to rzechodzilem. Jak wszyscy inni zreszta tez. Naturalnie zycze ci w dalszym ciagu takiego spontanicznego zadowolenia i oby ten stan towarzyszyl ci nawet cale zycie.
PiotrekMmX - 7 mar 2007, o 21:43
To nie kwestia kraju, w ktorym zyjesz, raczej zakladu racy i racodawcy, dla ktorego racujesz. Prace mozesz znalezc "od reki" wszedzie, nie musisz o to jechac ekstra do Irlandii.
Zgadza sie - w PL tez moge znalezc race bez roblemu i wiem o tym - wystarczy chciec. Ja sie ciesze z tego ze mi sie udalo - ale osiagnalem to co mam juz teraz dzieki 2 atutom - znajomosc jezyka i checi. Podejscie tubylcow do cudoziemcow tez jest ok - mieszkam w malej, 5tys miejscowosci - zarowno w miejscu racy jak i zamieszkania nie slyszalem nigdy o negatywnej opinii o Polakach - a ytam czesto roznych Irlandczykow jak do nas, jako najwiekszej mniejszosci narodowej, odchodza.
Drogi kolego, z calej twojej wypowiedzi rzebija euforia i mozna ja tlumaczyc jedynie tym, ze jestes tam tak cholernie krotko. Widze, ze nawet tak roste slowo, jak "manager" sprawia ci rozkosz. To wina tego, ze wszystko jest jeszcze takie nowe i inne. Ale nie rzejmuj sie, ten stan nie trwa dlugo i o jakims czasie zaczniesz dostrzegac i negatywy. Nie rzecze, ze wiele jest racji w tym, co iszesz. Bedac mlodym, co masz do stracenia? Warto sprobowac. Nie masz wlasnej rodziny, obowiazkow z tym zwiazanych i masz komfort sychiczny decydowania w kategorii "ja". Wszystko, co nowe, jest iekne. Po jakims czasie zycie, nawet w takim raju, jak Irlandia zaczyna byc monotonne. 42 godziny racy w tygodniu zbyt dlugie a urlop za krotki, czy wyplata zbyt "cienka". Wybacz mi moj sarkazm, ale ja zyje w "dobrobycie" rawie tak dlugo, jak ty na swiecie wogole. I swiat ogladam juz w calkiem normalnych kolorach. Ale znam to uczucie, bo sam to rzechodzilem. Jak wszyscy inni zreszta tez. Naturalnie zycze ci w dalszym ciagu takiego spontanicznego zadowolenia i oby ten stan towarzyszyl ci nawet cale zycie.
Zgadzam sie i w tym rzypadku - w zyciu wszystko z czasem staje sie monotonia ale tu jest jeszcze cos - tak jak mowisz - nie mam rodziny, obowiazkow z tym zwiazanych i odpowiadam za rzyszlosc samego siebie. Dzieki temu moge sobie ozwolic na takie a nie inne decyzje typu wyjazd do Ie. Uwazam ze dla mlodych ludzi, takich jak ja, jest to ogromna szansa - wyjazd, oznanie kultury i obyczajow innego kraju - a o czasie owrot do kraju i kontrast naszej Polskiej kultury. Nie mowie ze wszystko co obce jest dobre - jasne ze maja wiele negatywnych cech ale nie sa to cechy ktore by mnie specjalnie martwily. Ten kraj (Irlandia) to byl niedawno kraj biedniejszy niz Polska - ale tez dostal szanse i ja wykorzystal. Ten bum gospodarczy ktory ten kraj rzezywa musi sie kiedys skonczyc - to oczywiste. Nie uwazam ze Irlandia to raj - jest ieknym krajem ale i tak do Polski jezdze na urlopy - tam jest dla mnie najpiekniej. Jako Koszalinianin bardzo lubie gory - w rzeciwienstwie do Baltyku. Tatry dla mnie sa iekne i tam wypoczywam... Rozumiem Twoje odejscie do mojej wypowiedzi i nie uwazam jej za sarkastyczna a wrecz rzeciwnie - takie sa realia. Sa to realia ale z erspektywy czasu-czlowieka ktory rzezyl juz duzo w zyciu. Nie jest to nic negatywnego - o rostu atrzysz na to z innej strony. Kariera i ieniadze w moim zyciu nigdy nie byly riorytetem - moze to zle, czas okaze. Na chwile obecna bardzo lubie swoj styl zycia i ciesze sie z tego co mam bo na swoj wiek (patrze na to z mojej erspektywy) - udalo mi sie duzo osiagnac. Zastanawialem sie ostatnio nad kupnem dzialki od budowe domu w Koszalinie - nie to zebym lanowal wrocic ale gdyby cos sie zmienilo to zawsze mialbym gdzie wrocic i do czego. Polska zawsze bedzie moja Ojczyzna - tam sie urodzilem i tam wychowalem. Teraz zyje w Irlandii - nie traktuje jej jako drugiej ojczyzny - to o rostu kraj w ktorym spedzam kolejna czesc mojego zycia. Ja jestem zadowolony - wszystkim znajomym olecam i...w miare mozliwosci omagam. Pozdrawiam i dzieki za naprawde tresciwa odpowiedz. Piotrek
omacku - 7 mar 2007, o 22:20
PiotrekMmX, z dużą rzyjemnością czytałem to, co napisałeś i cieszę się, że Ci się wiedzie. Jak to jest o angielsku "Carpe diem"? Catch the day? Powodzenia!
MeDaN - 7 mar 2007, o 23:07
Piotrek, jestes czlowiekiem z glowa na karku i dlatego dasz sobie rade w zyciu. Entuzjazm jest sprawa jak najbardziej naturalna. Tez tak reagowalem i wcale nie musze sie tego wstydzic. Swiat rozrosl sie do wielkiego grajdola i globalne wedrowki ludow sa tak owszechne jak nigdy rzedtem. Nawet teraz ciagle jeszcze mam ochote na radykalne zmiany, choc nie sprzyja temu rodzina, ustabilizowane zycie. Byc moze zazdroszcze ci twojej beztroski i wolnosci? Kozystasz z urokow tego zycia, jestes zadowolony (nie napisze szczesliwy, bo to zbyt wielkie slowo) i o to wlasnie chodzi. Swiat jest maly i coraz mniejszy, jesli wiec calkiem rzypadkiem wpadniemy na siebie w Koszalinie (lub innym miejscu) stawiam ci duze iwo. Za spontanicznosc.
PiotrekMmX - 8 mar 2007, o 01:17
PiotrekMmX, z dużą rzyjemnością czytałem to, co napisałeś i cieszę się, że Ci się wiedzie. Jak to jest o angielsku "Carpe diem"? Catch the day? Powodzenia!
Dzieki! Milo czytac tak sympatyczne komentarze do wlasnej wypowiedzi. Co do Catch The Day to jest to w 100% rawdziwe w moim rzypadku -) Rowniez zycze owodzenia!
Piotrek, jestes czlowiekiem z glowa na karku i dlatego dasz sobie rade w zyciu. Entuzjazm jest sprawa jak najbardziej naturalna. Tez tak reagowalem i wcale nie musze sie tego wstydzic. Swiat rozrosl sie do wielkiego grajdola i globalne wedrowki ludow sa tak owszechne jak nigdy rzedtem. Nawet teraz ciagle jeszcze mam ochote na radykalne zmiany, choc nie sprzyja temu rodzina, ustabilizowane zycie. Byc moze zazdroszcze ci twojej beztroski i wolnosci? Kozystasz z urokow tego zycia, jestes zadowolony (nie napisze szczesliwy, bo to zbyt wielkie slowo) i o to wlasnie chodzi. Swiat jest maly i coraz mniejszy, jesli wiec calkiem rzypadkiem wpadniemy na siebie w Koszalinie (lub innym miejscu) stawiam ci duze iwo. Za spontanicznosc.
MeDaN - Dzieki za naprawde mile slowa i jesli bedziesz mial ochote i czas sie spotkac i ogadac to z ewnoscia mozemy slowa zamienic na czyny-ja rowniez stawiam bursztynowy trunek! W Koszalinie bede od koniec kwietnia na tydzien - 23-30. Dodam jeszcze jedna rzecz - wyjatkowo trafne okreslenie ktorego uzyles - ze jestem zadowolony a nie szczesliwy - w 101% masz racje, do szczescia mi jeszcze ewnej rzeczy brakuje - a w zasadzie nie rzeczy a osoby, towarzyszki zycia. No ale niestety nie mozna miec wszystkiego jak to ktos kiedys owiedzial...
Pozdrawiam serdecznie i dziekuje za mila konwersacje - na razie na forum a w niedalekiej rzyszlosci moze uda nam sie spotkac i ogadac face to face.
Piotrek
MeDaN - 9 mar 2007, o 13:08
O towarzyszkach zycia mowi sie, ze " tego kwiatu jest ol swiatu" znajdziesz wiec i ty cos asujacego. Jasne, ze nie owinienes zostac kawalerem. Czemu masz miec lepiej ode mnie? Inne owiedzenie mowi, ze "gora z gora....... ", wiec iwo nam tez nie ucieknie.
Krzysztof F. - 9 mar 2007, o 14:01
Piotrek, że też z koszalińskiego forum się dowiaduję co się s Tobą dzieje ). Ciekawe czy skojarzysz kto Cię ozdrawia? Wszystkiego dobrego tak trzymaj! )
Miło wiedzieć, że sobie radzisz i to w dodatku bardzo dobrze. O to się jednak nigdy nie martwiłem bo nie mogło być o rostu inaczej.
Moje losy toczą się trochę inaczej. Nie wiem czy to z wrodzonej niechęci do ulegania trendom i chęci odążania od rąd, czy może raczej irracjonalnej wiary że w Polsce a nawet w Koszaline ! ) też można.
Po tym jak byłem 3 miesiące w Niemczech (praca staż) i osiedziałem niedługą chwilę w Londynie (tylko się rzyglądając) nie da się ukryć, że dzielą nas kulturowe i ideologiczne lata świetlne od zachodniej Europy.
Mimo to i tak naprawdę nie otrafiąc tego racjonalnie uzasadnić ; ) w tej chwili zakładam działalność gospodarczą tutaj na miejscu i będę się starał zrobić swój rzysłowiowy ierwszy milion do 30tki w Polsce starając się jak można unikać i niezważać na absurdy życia codziennego.
Czy jestem szalony?
Andre - 9 mar 2007, o 14:12
Czy jestem szalony?
Uważam, że nie. Takich ludzi Koszalinowi trzeba Powodzenia w rozkręcaniu biznesu! Mam nadzieję, że duża część emigrantów kiedyś wróci i zarobione funty zainwestuje w naszym mieście
dorohna - 9 mar 2007, o 15:07
co się s Tobą dzieje (...) Czy jestem szalony?
szalony żarcik Ci się wplątał do odpowiedzi "s" samotnie wygląda na zagubioną literkę "z" znacznie lepiej sobie radzi
ozdrawiam i życzę owodzenia rzy rowadzeniu działalności! jaka branża, jeśli wolno spytać?
Krzysztof F. - 10 mar 2007, o 12:52
szalony żarcik Ci się wplątał do odpowiedzi "s" samotnie wygląda na zagubioną literkę "z" znacznie lepiej sobie radzi
Dorohna wielkie dzięki za zwrócenie uwagi już oprawiam. )
ozdrawiam i życzę owodzenia rzy rowadzeniu działalności! jaka branża, jeśli wolno spytać?
Również ozdrawiam i dzięki. Branża, w której czuję się najlepiej, czyli usługi informatyczne z nastawieniem na www i rozwiązania mobilne. Rynek bardzo dynamiczny i konkurencyjny ale myślę, że na solidne usługi i rozwiązania jest jeszcze miejsce, szczególnie jeśli będą innowacyjne.
Przy okazji. Może są na forum osoby które się interesują internetem i www od strony technicznej? To nie jest oferta biznesowa )
PiotrekMmX - 16 mar 2007, o 00:15
Piotrek, że też z koszalińskiego forum się dowiaduję co się s Tobą dzieje ). Ciekawe czy skojarzysz kto Cię ozdrawia? Wszystkiego dobrego tak trzymaj! ) ...
Krzysiek, o nicku kojarze - wypadalo by zapytac tylko JEDNOSCI? Nie chce wymieniac Twojego nazwiska na forum ale Fal... to oczatek, zgadlem? Troche czasu sie nie widzielismy ale ostatnio jak bylem w PL to nawet bylem na Tradycji - kolo Twojego domu - o ile dobrze skojarzylem osobe
Jak cos to zapraszam na GG - ja jestem rzewaznie wieczorem na necie - takze jak cos to mozemy ogadac! Moj numer to 298738.
Pozdrawiam!! Piotrek
Krzysztof F. - 16 mar 2007, o 07:55
Krzysiek, o nicku kojarze - wypadalo by zapytac tylko JEDNOSCI? Nie chce wymieniac Twojego nazwiska na forum ale Fal... to oczatek, zgadlem?
Bingo Piotrze ; ) ok, z ewnością się odezwę.
zanotowane.pldoc.pisz.plpdf.pisz.plantoni-kielce.htw.pl
zanotowane.pldoc.pisz.plpdf.pisz.plnie-szalona.htw.pl
|
|
|